Music

piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 9 Łóżko - źródło nieszczęścia.

Po kuchni roznosił się zapach świeżo zaparzonej kawy. Itachi właśnie kończył śniadanie i rzucał intensywne spojrzenia w stronę brata. Ten jednak ignorował każdą niemą prośbę. Spokojnie pił sok i przewracał strony gazety, nawet nie czytając. Starszy Uchiha jeszcze dobrych kilka minut wywiercał w nim dziurę wzrokiem, zanim ten łaskawie podniósł na niego oczy i uniósł brew w pytającym geście. 
- Sasuke, mam do ciebie prośbę. Za - w tym momencie rzucił spojrzenie na duży zegarek wiszący między futryna, a szafką, - dwadzieścia minut jedziemy z panią Asami do lekarza, czy możecie do tej pory z Sakura się nie pozabijać? - jęknął.
- Z tym pasożytem? - Itachi skarcił go wzrokiem, ale to nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. - A co będę miał z tego, że przez przypadek nie zamknę jej w piwnicy? - dodał, opierając się o krzesło.
- Mieszkasz tu.
- I tak mnie nie wyrzucisz. - odparł pewnie.
- Może i nie, ale mogę się postarać, żebyś miał tu jak w piekle. - oparł się łokciami o stół, a głowę położył na złączonych dłoniach. - mogę ci ostatecznie kupić nową płytę, pasuje ci to?
- Niech będzie. - powiedział i zaraz potem stał już u podnóża schodów. - Napiszę ci wiadomość, jaką chcę. - zaczął wchodzić po schodach.
- Obudź Sakurę, skoro już idziesz na górę. - krzyknął za nim Itachi, kiedy usłyszał z schodów głośne prychnięcie, uśmiechnął się i zaczął kończyć posiłek.

Kiedy wszedł na górę, od razu skierował się do swojego pokoju. Był tu już prawie tydzień i miał zostać u brata, aż do końca liceum, a może będzie uczęszczał na tutejszy uniwersytet. Kto wie? Dziwił go jednak fakt że mimo, iż był w Konosze już tyle czasu, nie zjawił się tu jeszcze Uzumaki. Nie żeby za nim tęsknił, ale spodziewał się wizyty przyjaciela najpóźniej drugiego dnia po swoim przybyciu. To do niego niepodobne. Doskonale pamiętał, jak Naruto zalewał się łzami, gdy kończyli podstawówkę i musieli się rozejść. Może nie wie o jego przeprowadzce? On go na pewno o tym nie poinformował.
Sunąc wzdłuż ściany, dotarł do niepościelonego łóżka i rzucił się na nie. Wzdychając, przymknął powieki. Nie chciało mu się jednak spać. Otworzył oko i jedną ręką chwycił grubą książkę, leżącą na stoliku nocnym z ciemnego drewna. Zaczął czytać, uprzednio nakładając okulary, wygrzebane z dna szuflady. Zawsze je tam wpychał, nie mógł przecież pozwolić, żeby ktokolwiek się dowiedział o tym, iż idealny Sasuke Uchiha musi zakładać okulary za każdym razem, gdy chce dłużej poczytać. Na pewno nie pozwoli, aby ten różowy pasożyt znał jego słabość.
Do jego uszu dobiegł dźwięk uruchamianego silnika, a zaraz potem opon poruszających się na podjeździe.
Wrzucił między kartki zieloną zakładkę i zatrzasnął księgę, następnie rzucając ją na łóżko. Szkła odłożył z powrotem na swoje miejsce, na dno ciemnej szuflady. Wstał i zaczął rozciągać zastałe kończyny. W końcu ma obudzić pasożyta.

Bez pukania przekroczył próg do pokoju dziewczyny. Spała, a więc nie dowie się o jego niekulturalnym zachowaniu. Podszedł do jej łóżka, po drodze wymijając ubrania dziewczyny walące się po podłodze. Włożył dłonie do kieszeni i przechylił głowę. Kiedy nie mówi jest nawet do zniesienia, ale tylko wtedy, przeszło mu przez myśl i rozpoczął proces budzenia.
- Wstawaj, pasożycie. - zero odzewu. - No, wstawaj, pasożycie  - powtórzył głośniej, ale to spotkało się z nieznacznym mruknięciem ze strony Sakury. - Skoro tak, zabawimy się inaczej. 
Otworzył szufladę biurka, ale niestety tak jak się spodziewał; żadnych kajdanek, czy innych rzeczy, którymi mógłby unieruchomić jej dłonie. Wolał mieć pewność, że dziewczyna go nie zaatakuje, gdy tylko zobaczy jego twarz. Musiał przyznać, że jej uderzenie trochę bolała. Uchiha musiał zaufać w tym wypadku swojej zręczności i szybkości, no i miał nadzieje, że śpiąca po pobudce nie będzie skora do bicia. W głowie miał gotowy plan odnośnie budzenia. Przypomniał sobie jak oglądając film, Sakura rumieniła się na widok męskiego, nagiego torsu. Myślała, że zasłaniając się rękoma nikt nie zauważy. Głupia.
Czarnowłosy powoli ściągnął z siebie szary T-shirt i rzucił go niedbale na krzesło, które swoją drogę było już nieźle obładowane ubraniami. Delikatnie odsunął róg puchowej kołdry i wsunął się pod nią. Jedną rękę ułożył nad głową zwiniętej w kłębek dziewczyny, a drugą począł jeździć po jej twarzy.
- Słoneczko, wstawaj. - mruknął tonem, który miał być zapewne miły. Cóż, niespecjalnie mu się to udało.
- Jeszcze chwileczkę. - wybełkotała, starając się naciągnąć wyżej okrycie, tym samym pozbyć się nieznośniej rzeczy drażniącej jej policzek.
- Ale kochanie, już późno. Pora wstawać, śpiochu. - Myślał, że zaraz zwymiotuje. Nigdy więcej się tak do niej nie zwróci. Miał tylko nadzieję, że Haruno jest zbyt śpiąca, aby to zapamiętać. - Rozumiem, że po dzisiejszej nocy możesz być zmęczona, - począł ciągnąć kołdrę w dół, aby ukazać zaspaną twarz dziewczyny, do której jeszcze nic nie dotarło i dalej przyciskała zwiniętą dłoń, do lekko uchylonych, zaróżowionych ust. - ale pora wstać. Chciałbym, żebyś zawsze była taka namiętna, jak nocą.
Haruno na słowa ,,namiętna'' oraz ,nocą'' natychmiast ,,wróciła do żywych'' i z szeroko otwartymi oczami, które były jednocześnie zdezorientowane i przerażone wpatrywała się w wyzbytą z emocji twarz chłopaka. Uniósł się na łokciach w górę i odgarnął jej włosy za ucho. Widok pół nagiego Sasuke w jej łóżku, spowodował, ze zarumieniła się po czubki uszu.
- U-uchiha! - prawie pisnęła, - Co, c-co ty gadasz? Jaka noc? Co ty robisz w moim łóżku. - automatycznie okryła się pod samą szyje, aby ukryć swoje rumieńce.
- Nie pamiętasz? Sama mnie tu zaciągnęłaś; chciałaś, żebym nauczył cię wszystkiego o swoim c i e l e - mówił szeptem, stopniowo zbliżając się do Sakury, ostanie słowo zaakcentował, przechylając głowę i patrząc w jej zielone tęczówki.
- To niemożliwe! - wrzasnęła, aż chłopak cofnął się tył. - Ja nic nie pamiętam! Stałam się doświadczoną kobietą, a nawet tego nie pamiętam! - Sasuke z trudem powstrzymywał śmiech, ale jemu nie przystoi wybuchnąć śmiechem. - Zawsze byłam pewna, że zrobię to z mężczyzną, którego kocham, a nie z pierwszym lepszym – na te słowa skrzywił się, on nie był jakimś tam pierwszym lepszym – i jeszcze to zapomnę. - teraz już lamentowała. Usiadła i ukryła głowę między zgiętymi rękami, upartymi na podkurczonych nogach. - Głupia, Sakura, bardzo głupia. Boże! - nagle ją olśniło! - a jeśli zajdę w ciąże! - wlepiła wzrok w Sasuke i zaczęła z nadzieją. - nie zajdę, prawda?
Próba zachowania powagi w tym momencie na nic się zdała. Parsknął pod nosem, a potem już śmiał się na dobre. Różowowłosa osłupiała. Co go tak bawi? Przecież to była poważna sprawa! Ona miała ochotę płakać, a on się śmiał. Minęła długa chwila zanim Sasuke wrócił do swojego zobojętniałego wyrazu twarzy.
- Co cię tak bawi?
- Ty. Serio mi uwierzyłaś? - powiedział, schodząc z łóżka i łapiąc swoją koszulkę. - Budziłem cie tylko na śniadanie, -stojąc tyłem, naciągnął przez głowę ubranie – głuuupia. - rzucił przez ramię i wyszedł.



Hidan polerował już którąś z kolei szklankę. Robił to chyba tylko po to, aby móc się w niej przejrzeć i obejrzeć swój kretyński uśmiech. W samo południe nigdy nie ma zbyt wielu gości, dlatego też kiedy obsługa skończyła realizować zamówienie dla pary emerytów, rozsiadła się wygodnie przy barze. Gadali o jakiś pierdołach, a dokładnie o dziewczynach, które udało się im ostatnio wyrwać w klubie. Znaczy Sasoriemu i Hidanowi. Deidarze się nie poszczęściło. Chyba, że za szczęście można uznać fakt, iż zagadywało go paru wstawionych kolesi, którzy mieli go za dziewczynę.
- Ale ten brunet był całkiem niezły, nie, Hidan? - rzucił Sasori, obserwując kątem oka zirytowanego Deidarę.
- Ale ten pierwszy czy ten drugi? Trochę się ich koło Deidary kręciło. - rzucił blondynowi rozbawione spojrzenie.
- Ten pierwszy. Dei miał zawsze szczęście do facetów.
- Skoro ci się tak podobał, to może trzeba było zagadać? - syknął wściekle Yamanaka.
- Widzisz, drogi przyjacielu, - zaczął uroczyście, kładąc rękę na ramieniu Deia – zrobiłbym to, gdyby nie mały szkopuł.- niebieskooki podniósł jedną brew, a Hidan przyglądał się wszystkiemu bacznie. -
Mianowicie: jestem hetero. - gdy to powiedział, Kohayashin parsknął śmiechem i ściągnął na siebie zdegustowane spojrzenia klientów.
- Ja też jestem hetero. - warknął
- Dzięki Bogu. Już się bałem, że za dużo sobie będziesz wyobrażał, dlatego, że udawałem twojego chłopaka. - odetchnął z ulgą Akasuna, a Hidan wykorzystał chwilę by napić się trochę napoju z procentami.
- Nie prosiłem cie o to.
- Owszem, ale gdybym tego nie zrobił, to ci faceci zaczęli by, cie macać ostatecznie. - uśmiechnął się złośliwie - tak to dali ci spokój. Ci trzeźwi pewnie posądzili mnie o brak gustu... - skrzywił się. - chodzić z takim... czymś.
- Ej, nie pozwalaj sobie! Jestem przystojny, - poderwał się Deidara, ale zaraz potem usiadł. - kurduplu.
- Jak na transwestytę mogło być lepiej, pseudoartysto.
Za tę zniewagę miał ochotę go uderzyć. Kiedy już zbierał się do odpowiedzi, coś uderzyło o blat baru i zaczęło jęczeć.
- S-Sakura?- zapytał niepewnie niebieskooki, przyglądając się, podobnie jak pozostała dwójka, dziewczynie, która wyglądała jakby chciała własna głową przewiercić drewnianą konstrukcje.
- Nienawidzę go. - jęknęła w odpowiedzi.
- Kogo?
- Sasuke.
- Eh, nie ty jedna, kochana. - westchnął wyrozumiale Deidara, siadając obok dziewczyny i łapiąc ją za ramię oraz schylając głowę, a jego włosy stworzyły coś na pozór kurtyny.
Sasori szepnął do Hidana: ,,Psiapsióła Deina znowu w akcji”. Ewidentnie zachowanie ich kolegi na to wskazywało. Na przemian z Sakurą narzekał na młodszego Uchihę i mówił co by mu zrobił, gdyby nie bał się Itachiego. A raczej tego, że może stracić pracę. Wiele ze zdań wypowiedzianych przez Deia świadczyły o tym, że najchętniej wysadziłby Sasuke w powietrze. Byłoby to idealne zakończenie jego nędznego żywotu oraz wspaniały pokaz jego sztuki. Haruno nie chciała być, aż tak drastyczna, jednak ona również obejrzałaby fajerwerki z Uchihy. Wokół nich unosiła się mroczna aura i ich szatański śmiech. Na ten widok wzdrygnął się nawet Akasuna. Hidan natomiast starał się wtrącić, iż jeżeli planują kogoś zabić, to owa osobę należy złożyć w ofierze Jashinowi. Koniecznie. Krew nie może się zmarnować. Jakież było jego zaskoczenie, gdy dwójka przystanęła na jego ofertę. W końcu śmierć Uchihy, to nie lada przyjemność i każdy powinien mieć do niej prawo. Nawet taki kretyn jak Hidan.



Sakura leniwie otworzyła oczy i spojrzała na zegarek znajdujący się przy jej łóżku. Grubsza wskazówka nieubłaganie zbliżała się do kolejnej cyfry, jaką w tym przypadku była dwójka. Dochodziła 14:00 - znak, że w końcu czas wyjść z pokoju i zrobić... cokolwiek. Po krótkiej chwili namysłu stwierdziła, że nie zamierza spędzać tyle czasu z pieprzonym sadystą Sasuke pod jednym dachem. Zwłaszcza po tej porannej "niespodziance". W końcu wpadła na pomysł godny jej wielkiego umysłu. Na jej twarzy pojawił się zadowolony uśmiech. Tak, najpierw weźmie szybki prysznic, a później wybierze się na długi spacer. Byle jak najdalej od tego domu. Podeszła do szafki i wyjęła z niej ręcznik i kosmetyczkę (trzymała ją w pokoju, na wypadek, gdyby Hidan postanowił się do niej dobrać) i wyszła z pokoju. Jeszcze zanim doszła do łazienki, wiedziała, że jest ona zajęta, ze względu na roznoszące się echem nieumiejętne śpiewy, którym akompaniował szum wody z prysznica. Zrezygnowana podeszła do drzwi i oparła się o nie czołem.
- Deidara, wyłaź! - Krzyknęła, uderzając w nie kilkakrotnie pięścią. Chłopak jednak albo jej nie słyszał, albo słyszeć po prostu nie chciał. Tak więc nici z odświeżającej kąpieli. Nic jednak nie mogło popsuć jej wizji wspaniałego spaceru, dlatego pełna nowych sił wróciła do pokoju, zrzuciła z siebie ubrania i zostając w samej bieliźnie rozpoczęła wertowanie półek w poszukiwaniu odpowiedniej na tę okazję odzieży. Właśnie upatrzyła sobie idealną bluzkę znajdującą się na górnej półce i już po nią sięgała, gdy nagle drzwi otworzyły się z hukiem. Z piskiem złapała za pierwszy lepszy T-Shirt i zakryła nim górną część ciała z mordem w oczach odwracając się w stronę nieproszonego gościa.
- Co chciałaś? - Zapytał Deidara tonem, który sugerował, że dla niego była to rozmowa najzwyklejsza na świecie. Haruno za to walczyła z rumieńcami pokrywającymi jej twarz na widok blondyna, który akurat nie wyglądał najzwyklej na świecie. Bo tak naprawdę, to Deidara miał na sobie jedynie śnieżnobiały ręcznik, ciasno owijający jego dolną część ciała. Sakura nerwowo przełknęła ślinę. W ciągu kilku godzin już kolejny chłopak wpada do jej pokoju bez koszulki. I co, może jeszcze Itachi postanowi wpaść do jej pokoju całkowicie nagi, by obwieścić tylko, że obiad jest już na stole?
- Wyjdź - rzuciła w jego stronę i choć starała się, by brzmiało to jak rozkaz, wyszedł jej raczej błagalny jęk.
- No chyba się nie wstydzisz - roześmiał się chłopak na widok koszulki, którą kurczowo przyciskała do siebie. - Uważasz, że nigdy nie widziałem dziewczyny w samej bieliźnie? - Zapytał i zanim zdążyła zareagować, jednym susem znalazł się przy niej, wyrwał okrycie z rąk i uniósł nad swoją głowę. Mimo iż nie należał do najwyższych, to Sakura i tak miałaby problemy z odzyskaniem swojej własności.
- Oddawaj - warknęła, czując, że jej twarz ma obecnie kolor dojrzałego pomidora.
- To sobie ją weź - odpowiedział chłopak i nawet nie starał się pohamować śmiechu na widok jej bezskutecznego podskakiwania.
W końcu dziewczyna zauważyła cień szansy i wykorzystując element zaskoczenia popchnęła blondyna w stronę łóżka. Zdezorientowany zrobił kilka kroków w tył, zawadził o dywan i w końcowym efekcie wylądował idealnie na miękkiej pościeli. Sakura z miną zwycięscy wskoczyła na niego okrakiem i wyrwała swoją własność z jego rąk. W tym momencie drzwi jednak znów stanęły otworem, a znalazła się w nich osoba, której w tym momencie naprawdę nie powinno tam być.
- Słuchaj, oddałabyś mi już może resztę moich... - warknął Sasuke wchodząc, lecz aż przystanął w pół kroku na widok jednoznacznej sceny rozgrywającej się w pokoju. Szybko jednak zdziwienie zastąpił mściwy uśmieszek. - To ja nie przeszkadzam - rzucił chłodno i opuścił pokój.
No tak, dziewczyna w bieliźnie siedząca okrakiem na chłopaku leżącym na łóżku w samym ręczniku. No to się Hidan ucieszy na wieść, że Sakura dorasta, a Dei jednak nie jest gejem.



Ciągle czerwona na twarzy weszła pod prysznic. Akurat dzisiaj Deidarze zebrało się na takie zagrywki i to jeszcze w samym ręczniku. Dlaczego on w ogóle brał tu prysznic? Pewnie wykorzystał po prostu nieobecność Itachiego. Chyba nawet wspominał, że musi gdzieś wyjść po pracy i nie ma czasu wrócić do domu. Zresztą nieważne. Odkręciła kurek z zimną wodą i oblała nią sobie twarz, aby ją schłodzić. Na dodatek musiał wtedy wejść do jej pokoju Sasuke. Na samo wspomnienie jej policzki znowu zapłonęły wściekłą czerwienią. Co on sobie o niej pomyśli? Pewnie, że jest jakąś kobietą lekkich obyczajów, rzucającą się na facetów bez bielizny. A co jeśli o to komuś powtórzy? Co Itachi sobie o niej pomyśli? Dostosowała temperaturę wody, aby była przyjemna i namydliła swoje ciało płynem o delikatnie waniliowym aromacie. Postanowiła, że musi jakoś przekonać młodszego z braci, aby trzymał język za zębami. Gdyby mu tylko oddała wcześniej wszystkie koszulki, a nie ukrywała przed nim ich, to pewnie nigdy nie wszedł by do jej pokoju. Deidarę oczywiście to wszystko bawiło, ale i tak był zły, że ze wszystkich ludzi musiał to być akurat Sasuke, ten nieznośny gówniarz.
Zakręciła wodę i wyszła z kabiny. Owinęła się dokładnie ręcznikiem, tworząc z niego najbanalniejszą sukienkę bez ramiączek. Zimno z szarych kafelków przyjemnie rozchodziło się po gorącym ciele dziewczyny. Staęła przed lustrem i poczęła rozczesywać wilgotne pasma włosów palcami. Robiła to bardzo powoli, starał się jak mogła odwlec w czasie moment konfrontacji z Uchihą. Powoli ubrała czarną bieliznę, znoszone jeansy i koszulkę. Włosy podpięła kilkoma wsuwkami, tak żeby grzywka nie wpadało jej w oczy i wyszła na korytarz. Rozjarzała się na boki. Czysto. Wślizgnęła się do swojego pokoju i ulgą wymalowaną na twarzy. Powiesiła mokry ręcznik na chłodnym kaloryferze i zaczęła pod nosem narzekać na młodszego Uchihę. Robiła tak odkąd go poznała i sama nie była świadoma swojego zachowania. Zdarzało jej się to jedynie wtedy, gdy była sama. Nie wiedziała jednak, że teraz było inaczej. Para czarnych oczu wyglądała z szafy i co chwila marszczyła brwi, słysząc monolog Sakury. Sakura związała jeszcze włosy w małego kucyka i wyszła z pomieszczenia, aby udać się na upragniony, orzeźwiający spacer z dala od wszystkiego. Musiała jeszcze się zastanowić jakich sztuczek użyć, aby Itachi pozwolił jej iść na jutrzejszą imprezę, bo znając jego nadopiekuńczość, to może okazać się problemem.
Kiedy już różowe włosy zniknęły z jego pola widzenia wygramolił się ze swojej kryjówki, ściskając w dłoni kilka koszulek. Swoich koszulek. Ledwo udało mu się schować przed pasożytem. Przyszedł tylko odzyskać swoją własność, co z tego, że naruszył jej prywatność i wtargnął do jej pokoju(jak zwykle zresztą)? Dla niego ważniejsze w tym momencie było, że odzyskał znaczną część swojej codziennej garderoby i przy okazji wysłuchał obelg Haruno pod swoim adresem. Przydałaby się jej jakaś nauczka za obrażanie Uchihy. Stanął na środku małego dywanu i taksował wzrokiem wszystkie rzeczy naokoło, szukając w ten sposób jakiejś inspiracji do zemsty. Jego wzrok spoczął na grubej książce upchniętej między jakimiś mangami. Napis na jej grzbiecie głosił, iż był to album. Przemierzył pokój i chwycił go do ręki. Po co jej tu album? Nie chciało mu się nawet nad tym zastawiać. Umysł Sakury był dla niego zagadką i nie miał zamiaru jej rozwiązywać. Otworzył na pierwszej lepszej stronie. Były na niej trzy zdjęcia. Jedno duże przedstawiające Sakurę w towarzyskie blondyna i bruneta, w których rozpoznał Naruto oraz Kibę. Towarzyszyła im lekko zarumieniona granatowowłosa dziewczyna. Wszyscy byli uśmiechnięci i obejmowali się ramionami. Jedna z mniejszych fotografii ukazywała czerwonowłosą dziewczynę, odgarniającą włosy z ramienia i uśmiechającą się ironicznie oraz drugą uśmiechnięta od ucha do ucha brunetkę, trzymającą j ją pod rękę. Ostatnie zdjęcie ukazywało Haruno, która wskoczyła na plecy jakiemuś czarnowłosy chłopkowi z kitką. Był on zaskoczony i wydawał się zirytowany, a mimo to różowowłosa szczerzyła się jak głupia. W tle można było jeszcze dostrzec śmiejące się twarze. Przyjrzał się jeszcze raz chłopakowi i ze zdziwieniem stwierdził, iż musi to być Shikamaru. Kolejny wspólny znajomy. Przewrócił jeszcze kilka stron i nie znalazł tam nic godnego uwagi. Odłożył album i wzdychając, zastanowił się jeszcze raz. Nagle go olśniło. Podszedł do szafy Sakury i wyciągnął z nich kilka jasnych podkoszulków. W jej szufladzie odnalazł ciemny marker i zabrał się do pracy. Kiedy skończył odłożył wszystko na swoje miejsce i wrócił do siebie. Miał nadzieję, że Sakurze spodoba się prezent od niego.



Wlokąc się od jednego sklepu do drugiego, odnosił wrażenie, że jego znajomi prosząc go o tę przysługę, chcieli go w ten sposób ukarać. On, Shikamaru Nara poświęcał właśnie swój wolny czas dla dobra ogółu i chodził po mieście w poszukiwaniu limitowanych czekoladek. Niby co chwila reklamowali to ustrojstwo w telewizji, a jak na złość nigdzie tego nie było. Oczywiście towarzyszył mu Chouji, który niezrażony niepowodzeniami, zajadał się orzeszkami i co chwilę podsuwał je koledze.
- Nie, dzięki. Chouji, nie możemy wrócić? - zapytał z nadzieją Nara.
- Ale jeszcze nic nie kupiliśmy. Impreza już jutro, a wiesz co nam zrobi Tayuya, jak nie przyniesiemy tych czekoladek.
- Jakie to upierdliwe. - mruknął i weszli do następnego sklepu.
Dzwonek wesoło zadzwonił przy drzwiach, a ekspedientka uśmiechnęła się, odpowiadając na przywitanie. Akimichi od razu zatopił swój wzrok w ciastach, od których oddzielała go jedyna cienka szyba. Jego kompan natomiast odbył krótką rozmowę z dziewczyną, która również zasygnalizowała mu brak upragnionej przez niego w tym momencie rzeczy. Ciężko wzdychając i narzekając na cały świat, starał się odciągnąć przyjaciela od wystawy ze słodyczami. Jednak ten, zupełnie jak dziecko zaparł się i stwierdził, że bez karmelowych babeczek z wiśniami nigdzie się nie rusza. Ostatecznie kupił kilka sztuk i z uśmiecham na ustach wyszedł ze sklepu.
- Czarnowłosy wlepił swój wzrok w chodnik i z dłońmi w kieszeni, rozpoczął rozmyślać, jak to by mógł się teraz lenić, zamiast tak ciężko, oczywiście w jego rozumowanie, pracować. Chouji podążał tuż za nim, zajadając się.
- Chcesz jedną babeczkę? - zapytał, kiedy skończył pałaszować już drugą z kolei sztukę.
- Nie. - rzucił, nie podnosząc wzroku. - albo... daj mi jedną.
W chwili gdy odwracał się po łakoć, poczuł szarpanie za nogawkę spodni. Jego oczy zwróciły się na szczeniaka, który swoimi małymi zębami tarmosił materiał. W obronie zaczął ruszać nogą. Pies jednak nie dał mu spokoju i dodatkowo zawarczał. Zza zakrętu pojawiła się krótkowłosa blondynka, jej wzrok nie wróżył nic dobrego.
- Co ty robisz mojej psince?! - wrzasnęła, aż brązowowłosy zatrzymał się w pół kęsa. - Może byś przeprosił?! Patrz jak ją zdenerwowałeś! - chwyciła psa i mocno przycisnęła do piersi.
- Nie - odparł najspokojniej na świecie Nara, podnosząc się i trzepiąc spodnie.
- Wyczułaś papierosy, dlatego tak się zdenerwowałaś? Biedactwo – mówiła z czułością. - No przepraszaj, parszywcu. Zobacz jak się nacierpiała! Jeszcze by twój zapach na nią przeszedł - koncert wrzasków pewnie trwałby dalej, gdyby jakiś ciemnowłosy chłopak nie zwrócił jej uwagi.
- Temari, daj spokój, powinnaś bardziej pilnować tego... ehh... stworzenia. - dziewczyna, aż poczerwieniała ze złości, ale nic się nie odezwała.- A was przepraszam za jej wrzaski czasami, aż bębenki pękają. - zwrócił się do chłopaków. - No, to my lecimy, cześć. - wyszczerzył się w uśmiechu i począł się oddalać ciągnąc za sobą złośnice, która po paru metrach mu się wyrwała i znowu rozpoczęła koncert. Do uszu dwojga przyjaciół dobiegło nawet, jak zarzeka się, że kiedy zwierzę dorośnie, wszystkich ich pozagryza.
Kiedy się otrząsnęli po owych wydarzeniach, wznowili swoją wędrówkę po sklepach. Shika jeszcze tylko westchnął i skomentował to pokrótce:
- Cóż za osobowość... Jest gorsza od mojej matki. - na te słowa Chouji się zaśmiał i podał babeczkę Shikamaru.




Kilka słów od autorki:Witam, witam! :D Tak, wreszcie udało mi się napisać ten rozdział *wzdycha z ulgą*, nie udałoby mi się to jednak bez pomocy pewnej utalentowanej osóbki. :DMowa tu o Ran Nishi, która napisała najlepszy według mnie fragment tego rozdziału :D Dziękuję <3 Eh, nagi Itachi... jak takie coś również napiszesz, to wiedz, że biorę to xDPrzepraszam za to, że rozdział jest tak późno, ale mam coraz mniej czasu do pisania :( Jednak! Mam teraz ferie, a więc postaram się naskrobać coś na zapas :)Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba i wyrazicie swoją szczerą opinię w komentarzu. To dla mnie bardzo ważne, a więc proszę poświęćcie na to chociaż odrobinkę waszego czasu :) Proszę o to w szczególności cichych czytelników :)Obiecuję nadrobić komentarze na blogach. Ostatnio Was zaniedbuję, przepraszam. Szczególne przeprosiny kieruję do Soli, której twórczość uwielbiam, a mimo to brak czasu nie pozwala mi czytać :(Serdecznie wszystkich pozdrawiam i do następnego! :D <3 ~ Onee-san

poniedziałek, 25 listopada 2013

Rozdział 8 Misja: przeprosiny.

Dedyk dla Ran Nishi, która przypominała mi, że najwyższa pora dodać nowy rozdział, bo w końcu mnie wyprzedzi :D 
Mam nadzieję, że Ci się spodoba ;*

Przez cały dzień odwlekał to co nieuniknione. Za każdym razem kiedy próbował iść z przeprosinami, znajdował  nową wymówkę. Kilka razy wyręczała go w tym matka, wydając mu polecenia typu: wynieś śmieci, znajdź stare zdjęcia ojca, pozmywaj, zbierz pranie itp. Ostatecznie było już kilka minut po północy, a Naruto jeszcze nie odważył się pójść do Hyuugi. Przez swoje zachowanie nie mógł zmrużyć oka. Nie mogąc już dłużej wytrzymać zerwał się z łóżka i narzucił na siebie jeansy i koszulkę. Schodził schodami, delikatnie stąpając na każdy stopień tak, aby nie obudzić rodziców. Kiedy znalazł się już na dole naciągnął na siebie bluzę, założył trampki i wyszedł z domu.
Na zewnątrz było chłodno. Lekki podmuch owiał jego twarz. Chłopak naciągnął na głowę kaptur i wsunął dłonie do kieszeni. Lepiej żeby rodzice nie zorientowali się, że go nie ma, bo może być niemiło. Po kilkunastu minutach znalazł się pod domem Hinaty. Spojrzał na zegar. 00:15. Trochę późno. Nawet bardzo. Nie wiedząc za bardzo co robi(jak zwykle), wszedł na posesje Hyuugów. Oczywiście furtka okazała się zamknięta, musiał więc przeskoczyć ogrodzenie, co wcale nie okazało się trudne. Starał w myślach, przypomnieć sobie, które okno jest Hinaty. Mimo już usilnie starał sobie przypomnieć – te jakże ważną informacje w tym momencie – nie potrafił. Podniósł, więc z ziemi kamień i rzucił w szybę, za którą jak mniemał znajdował się pokój dziewczyny. Kamień odbił się i łoskotem uderzył w metalowy parapet. Odczekał chwilę jednak nic się nie wydarzyło. Rzucił więc drugi kamień. I trzeci. I czwarty. Kiedy miał rzucić piąty, w pokoju rozbłysło światło. Naruto ogarnął strach. A co jeśli obudził Nejiego, albo jej ojca? Schował się więc za pień ogromnego drzewa. Zaciskając powieki, powtarzał jak mantrę:
- Żeby to nie był Neji, ani jej ojciec, żeby to nie był Neji, ani jej ojciec...
Usłyszał dźwięk otwieranego okna. Otworzył oczy i spojrzał w górę. 
Przez okno wyglądała dziewczęca postać, patrząc we wszystkie strony. Mimo iż światło z wewnątrz było znikome i dziewczyny nie było zbytnio widać Naruto wpatrywał się w nią jak w obrazek. Schowała się z powrotem do środka i potarła ramiona na których wystąpiła gęsia skórka, zaraz potem zamknęła okno, a światło zgasło.
Chłopak gwałtownie potrząsnął głową, chcąc w ten sposób przywołać się do porządku i przypomnieć sobie po co tu przyszedł.
Cofnął się do tyłu, przechylił głowę i wpatrywał się w drzewo za którym jeszcze chwile temu się chował. Gdyby wspiąć się po gałęziach trafił by wprost pod okno Hinaty, bo to raczej ona przed chwilą się wychyliła... Tylko jak się dostać do gałęzi? Jego wzrok padł na ogrodzenie, a konkretnie murek.
Wspiął się na górę betonowej konstrukcji, a następnie skoczył do przodu. Jego ręce nieudolnie próbowały chwycić jedną z niżej znajdujących się gałęzi i ostatecznie chłopak upadł na ziemię. Uderzył kolanami o podłoże wysypane kamieniami i syknął z bólu.
Przy trzeciej próbie chwycił się upragnionej gałęzi i zaczął się wspinać w górę. Coraz bardziej zwiększając dystans między sobą, a ziemią jego twarz zderzała się z gałęziami, które były cienkie niczym ręce Nagato. Nie minęło dużo czasu, a znalazł się na wysokości okna Hyuugi. Zanim zdał sobie sprawę, że zapukał w szybę, okno się błyskawicznie otworzyło ukazując tym samym osobę w pomieszczeniu. Dziewczyna zaciskając jedną pięść rzuciła się wprost do okna, gdzie na parapecie jedną nogą znajdował się już Naruto.
- Hina – zaczął, ale przerwał mu nagły atak ze strony Hyuugi.
- Aaa... - zatrzymała się, uprzednio przejeżdżając jakimś przedmiotem po policzku intruza. - To ty – dodała lekko zawiedziona.
- Boże, co to było, czy ja krwawię? - nerwowo dotykał policzka. - Chciałaś mnie zabić?
- To tylko długopis – zaczęła nim pstrykać przed twarzą chłopaka. - W dodatku całkowicie bezpieczny w użytku.
- Hinata? - zbliżył się do twarzy rozmówczyni. - Zbrzydłaś?
- Spokojnie... policz do dziesięciu... raz, dwa, - Uzumaki nie miał pojęcia o co chodzi i patrzył na dziewczynę wzrokiem oczekującym wyjaśnień. -... dziesięć. A więc, drogi szwagrze, jestem Hanabi. H-a-n-a-b-i. Zrozumiałeś? Nie Hinata, a Hanabi, jej młodsza siostra. - jęknęła.
- Hanabi! - krzyknął, za co został skarcony wzrokiem. - Jesteś dość odważna jak na sześciolatkę. - dodał z podziwem.
- To pewnie przez to, że mam dwanaście – skwitowała zirytowana. - Pokój Hinaty jest po prawej, po lewej jest Nejiego. Bo raczej nie przyszedłeś tu do mnie. Więc pamiętaj, Hinaty po prawej, bo chyba do niej idziesz, a Nejiego po lewej, tak na wszelki wypadek gdybyś jednak coś czuł do mojego kochanego kuzyna. - dodała, zakładając ręce na biodra.
- No dzięki – poklepał rozmówczynię po ramieniu, tracąc w ten sposób równowagę i nie chcąc spać złapał się za koszulkę ciemnowłosej.
Pociągnął materiał do przodu, uchylając kawałek ciała dziewczyny. Kiedy zorientował się co zrobił, gwałtownie ją puścił i zaczął nerwowo machać rękami. Zmierzyła go nienawistnym spojrzeniem i wciągnęła do środka. Wylądował na łóżku i na widok zbliżającej Hanabi cofnął się.
- Prze-praszam! – prawie krzyknął i zasłonił się przed nadlatującą poduszką. I jeszcze jedną. I jeszcze jedną. Potem poleciał w niego pluszak i chłopak prawie spadł na ziemię. – Naprawdę przepraszam! Nie rzucaj już we mnie! – kiedy skończył to mówić, Hanabi skoczyła na niego i razem wylądowali na ziemi, robiąc przy tym dość duży huk.
Hyuuga jednak się tym nie zraziła i siedząc na biednym Naruto okrakiem, okładała go pięściami. Starał się zasłaniać przed każdym ciosem, ale kilka zdołały się przedostać przez jego tarczę stworzoną z rąk i niebieskiej poduszki, którą ledwo co złapał. Jak tak dalej pójdzie to wszystkich obudzi. Myślał gorączkowo Naruto. Nie mając wyboru, zrzucił z siebie dziewczynę. Teraz on na niej siedział, ale zamiast jej bić, przytrzymywał nadgarstki.
- Przepraszam – powtórzył. - Pójdę teraz do Hinaty, chwilę pogadamy i spadam, ale jeśli przez te scenę przed chwilą, ktoś tu przyjdzie, uwierz, będę cię nękać co noc, jako duch. - Bo przecież tego nie przeżyję.
- Dobra. - warknęła i kiedy chłopak ją puścił, uderzyła go gwałtownie w głowę i uśmiechnęła się słodko – Ostatni raz.
- Hinata to anioł, a ty to jakieś zło wcielone. Mały szatan... - dodał pod nosem, masując skroń.
Dziewczyna jeszcze raz objaśniła Uzumakiemu, gdzie znajdują się pokoje Hinaty i Nejiego i przestrzegła, żeby był cicho, bo jej kuzyna bardzo łatwo obudzić. W końcu Naruto wyszedł z pokoju na korytarz i od razu, pobladł ze strachu gdy na końcu korytarza, zobaczył ziewającego Nejiego, który wyszedł z pokoju - który według danych Naruto - należał do Hinaty. Był tak zszokowany i przestraszony zarazem, że nawet się nie poruszył, gdy Hyuuga na niego spojrzał. Patrzyli na siebie zdezorientowani. W końcu jednak Uzumaki zaczął cicho śpiewać, raczej wydobywać, blisko nie określone dźwięki, bo ze strachu łamał mu się głos:
- Wszystkie dzieci, nawet złe pogrążone są we śnie, a ty jeden jeszcze nie - Z każdym słowem cofał się do tyłu, aż w końcu z powrotem znalazł się w pokoju Hanabi, która, szukała czegoś w szufladzie. Na widok Naruto podniosła jedną brew do góry. Zignorował to i od razu rzucił się w stronę szafy, w ekspresowym tempie się w niej zamykając.
- Co do – nie zdążyła dokończyć, bo za chwilę drzwi się otworzyły i stanął w nich jej kuzyn.
- Gdzie on jest? - jego głos był wściekły.
- Neji, - zaczęła spokojnie, domykając otwarta szufladę biodrem. - że niby kto?
- Naruto. Widziałem go, przed chwilą na korytarzu. - rozglądał się po pokoju w poszukiwaniu blond czupryny.
- Co? Naruto? Skąd miałby się tu wziąć Naruto? Przed chwilą to ja byłam na korytarzu, bo chciałam iść do łazienki.
- Dlaczego nie poszłaś?
- Bo mi zimno w stopy było i pomyślałam, że założę kapcie. - dodała nerwowo. - Jak mogłeś mnie wziąć za Naruto? Neji, błagam cię, jesteś zmęczony, idź spać. Obiecuję ci, że jeśli spotkam tu jakiegoś intruza, od razu cię o tym powiadomię. - zasalutowała i uśmiechnęła się rozbawiona.
- Dobrze, ale jeszcze jedno, co to był za huk wcześniej? - podrapał się po głowie.
- Spadłam z łóżka. - jęknęła. - to było dość nieprzyjemne.
- Dobrze, faktycznie coś ze mną nie tak. - szepnął do siebie – To dobranoc. - rzucił i wyszedł.
- Dobranoc, Neji.
Kiedy drzwi się zamknęły Hanabi ciężko odetchnęła, miała wrażenie, ze brat jej nie uwierzył. Usiadła na łóżku i podniosła ostatnią poduszkę z ziemi. Zaraz potem z kryjówki wygramolił się intruz.
- Dobra, masz maks dziesięć minut, żeby pogadać z Hinatą i tu wrócić, jasne?
- Jasne.
- Potem znowu może się tu pojawić Neji, a tego nie chcemy, prawda?
- Prawda.
- To co ty, tu jeszcze robisz, hę? - warknęła. Uzumaki nic nie odpowiedział, tylko podniósł się z miejsca i w ułamku sekundy znalazł się na korytarzu. - Faceci – mruknęła i zgasiła światło.

Naruto delikatnie stąpając na palcach, wszedł do pokoju Hinaty. W pokoju panował półmrok. Światło księżyca delikatnie oświetlało śpiącą.
Spojrzał na zegarek. 00: 48. Miał dziesięć minut. Delikatnie usiadł na skraju łóżka, na co dziewczyna lekko się poruszyła. Nie wiedząc co nim kieruje, chłopak, chwycił w palce kosmyk jej włosów. Były aksamitne w dotyku i pachniały wanilią. Przymknął oczy i w myślach stwierdził, że zawsze otaczał ją właśnie taki, słodki zapach. Kiedy otworzył powieki, para dwóch białych tęczówek, przyglądała mu się zszokowana. Automatycznie cały poczerwieniał na twarzy i w trybie natychmiastowym podniósł się na nogi. Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale zaraz potem je zamknął. Ciszę po minucie przerwała Hinata.
- Czy to sen? - mruknęła, siadając.
- Nie, przyszedłem cię przeprosić. - szepnął i spuścił wzrok w dół, był teraz pewnie jeszcze bardziej czerwony niż przed chwilą.
- Mnie? Za co? - również szeptała.
- Za to wydarzenie w galerii. - kucnął przy jej łóżku i podniósł na nią wzrok. W jej oczach był widoczny żal, co spowodowało, że Naruto znowu utkwił spojrzenie w podłodze. - Nie chcę, żebyś pomyślała, że żałuję, bo nigdy nawet nie pomyślałem, że pocałuję tak piękną dziewczynę – wypowiadał słowa jakby w ogóle nad tym nie panował. - Tylko ty na pewno nie chciałaś, żeby całował cię ktoś taki jak ja. A ja nie chcę żebyś przestała mnie lubić, Hinata. Chcę się ciągle z tobą przyjaźnić, chociaż gdybym mógł cię dodatkowo całować... - podniósł wzrok na Hyuuge, która była w tym momencie bordowa. - Gadam głupoty, zapomnij. - jego twarz na nowo pokrył rumieniec. - chciałem tylko powiedzieć, że, że... Jesteś fajna i śliczna i uroczo się śmiejesz i jesteś mądra i gdybym mógł cię pocałować to chciałbym to zrobić.
- Możesz – powiedziała nieśmiało Hinata z zamkniętymi oczami.
Naruto spojrzał na nią zszokowany. Czy ona pozwoliła mu właśnie się pocałować? Dźwignął się na nogach i zajął poprzednie miejsce na łóżku. Od twarzy dziewczyny dzieliło go kilka centymetrów. Serce biło jak szalone, gdy zmniejszał tę odległość. Delikatnie chwycił jej dłoń i zamknął w uścisku. Jego policzek delikatnie musnął jej. Zamknął oczy i delikatnie musnął jej wargi. Hinata nieśmiało oddała pocałunek i mocniej ścisnęła jego dłoń. Po chwili, która dla obojga mogłaby trwać wiecznie, Naruto lekko się odsunął i oparł swoje czoło o czoło dziewczyny, a ręce położył po obu stronach jej ciała.
- Hinata, - zaczął. - Ja się chyba, beznadziejnie w tobie zakochałem. - zaśmiał się lekko.
Ciemnowłosa była tak zszokowana, że nic nie odpowiedziała, że niby Naruto, którego kocha, tak długo, nagle się w niej zakochał? To było jak sen. Jak najwspanialszy sen.
- Naruto, ja... - zaczęła, ale nie dokończyła, gdyż łzy, które właśnie zaczęły spływać jej po policzkach, skutecznie więziły słowa w gardle.
Raptownie do środka wdarła się jeszcze jedna osóbka, powodując tym samym, że dwójka odskoczyła od siebie jak oparzona.
- No, no, no – na twarz Hanabi wdarł się cwany uśmieszek, - to tak się teraz rozmawia. - skrzyżowała ręce na piersiach. - No, ale cóż nie moja sprawa. Naruto zbieraj się. Dziesięć minut już minęło, a ja nie chcę mieć na karku Nejiego.
Zmieszany, poszedł za Hanabi, rzucając tylko ''pa'' Hinacie, której jakby nie patrzeć, wyznał, że jest zakochany, na dodatek w niej. Niby co miał innego jej powiedzieć, skoro ona nic mu nie odpowiedziała?
Wyszedł z domu Hyuugów, nie mal nie zabijając się gałęziach. Jednak ostatecznie nie zaliczył żadnego upadku. Przeskoczył przez murek i wcisnął ręce w kieszenie. Żałował, że nie wziął ze sobą słuchawek, mógłby chociaż w ten sposób zagłuszyć swoje myśli. Może nie potrzebnie mówił takie rzeczy Hinacie? Przecież ona nic do niego nie czuję i będzie się czuła nieręcznie w jego towarzystwie.
- Brawo, Naruto, brawo. - sarknął i kopnął jakąś leżącą na ziemi puszkę.
Westchnął i chwycił telefon do ręki. Jeszcze połowa drogi do domu, a on ma ochotę położyć się na trawie i patrzeć w niebo. 02:12. Mogło być później. Nie ma różnicy czy wróci teraz czy za godzinę, jeśli mam nie będzie spała to i tak czeka go kara. Tacie będzie można to jakoś wytłumaczyć, ale to i tak nie zmienia faktu, ze kary nie będzie tylko jeśli rodzice będą spali. Godzina powrotu nie ma znaczenia. Z rękami pod głową rozłożył się na trawie pokrytej już rosą. Najwyżej się przeziębi. Niebo było prawie bezchmurne, a więc widok na gwiazdy bardzo dobry. Często przesiadywał na parapecie patrząc na te błyszczące kropki na ciemnym tle. Zawsze go to uspokajało, teraz również. Po kilkunastu minutach postanowił wreszcie wrócić, skrzywił się widząc na telefonie, ikonkę oznaczającą nową wiadomość. Pewnie rodzice odkryli jego nieobecność. Zdziwił się, gdy wielkie litery informujące, kim jest nadawca głosiły: HINATA.
Jednym ruchem włączył bardzo krótką wiadomość:
Naruto, ja też się w Tobie zakochałam.
Ot, cała wiadomość. Z szokiem wypisany na twarzy, wpatrywał się w czarne literki, na nieznośnie jasnym wyświetlaczu, który teraz był dla niego niczym gwiazda. Jego szczęśliwa gwiazda.
Był tak szczęśliwy, że zaczął się śmiać. Miał ochotę śpiewać., chciał całemu światu ogłosić, jakie szczęście go spotkało. Chciał skakać i tańczyć. Odkrył w sobie nieznane pokłady energii i zaczął biec do domu, ciągle się uśmiechając. Może nawet dostać szlaban, ale co go to teraz obchodzi, on właśnie zyskał coś ważnego. Coś z czym nic nie może się równać. 


Od autorki:
Witajcie! Strasznie długo mnie tu nie było :(
Przepraszam za nieobecność, ale mało czasu na pisanie ;__;
Rozdział nie powala długością i ogólnie szału nie ma, ale przynajmniej jest :D
Mam nadzieję, że się Wam spodoba :3
Każdego kto przeczytał proszę o komentarz :)
Mam nadzieję, że błędów nie ma, a jeśli są - wypomnijcie mi xD
No i dodam, że jest już ponad 11.000 wejść *w*
DZIĘKUJĘ <3
~ Onee-san

sobota, 21 września 2013

Rozdział 7 Koniec męki?

                   Ten  rozdział dedykuję Karolinie za przywołanie mnie do porządku w kwestii pisania :D Gdyby nie ona rozdział pojawiłby się jeszcze później, a tak jest przed końcem tygodnia tak jak obiecałam :)
Zapraszam do czytania!


Chłopak beznamiętnie przeszedł obok leżącej i usiadł na kanapie, zupełnie ignorując spojrzenia, rzucane w jego stronę.
- Sasuke?! - wykrzyknął oburzony Itachi, jednocześnie podnosząc się z miejsca.
- No co? - warknął.
- Prawdziwy dżentelmen by pomógł kobiecie.
- To jej pomóż.
- Obejdzie się, panowie dżentelmeni. - mruknęła Sakura wstając. - Chyba się nie przedstawiłam – dodała z uśmiechem. - Sakura Haruno.
- Hej mała, nie śpieszno było ci chyba wracać do domu. Czyżbyś została powiadomiona o przyjeździe tej jędzy? - Nozomi wskazała na siedzącą obok kobietę, która rzucała jej spojrzenia pełne nienawiści znad filiżanki.
- Hę? Nie, nie – zaczęła wymachiwać rękami w geście zaprzeczenia. - po prostu zasiedziałam się ze znajomymi.
- A jakich to znajomych odwiedzałaś? Wysokiego ochroniarza, a może wspólnika zbrodni? - zapytał ironicznie Sasuke.
- Skoro już zaczynasz temat... to twoja wina! - zaczęła krzyczeć, wymachując energicznie ręką. - Jesteś egoistycznym dupkiem! - Sakura miała go ochotę zabić, to przez niego ją zatrzymali.
Wszyscy na te słowa wstrzymali oddech. Ona obraziła najmłodszego wnuka pani Miwy! I to w jej towarzystwie. Przez chwile panowała cisza. Kobieta odłożyła filiżankę z herbatą na ławę. Delikatnie wytarła serwetką kąciki ust i wymownie spojrzała na Haruno. Nawet Sasuke lekko się wzdrygnął.
- Bezszczelna! - gwałtownie wstała uderzając dłońmi o stolik. Jej siostra automatycznie się zaśmiała.

- To ją uSZczelnij - dorzuciła Nozomi udając oburzoną
- Kochanie tylko spokojnie. Pamiętaj, tu chodzi o twoje zdrowie. - zaczął spokojnym głosem, mężczyzna znajdujący się obok.
Miwa poprawiła rąbki sukienki, następnie teatralnie westchnęła.
- Żadna gówniara nie będzie obrażała mojego wnuka. - ponownie uderzyła dłońmi w stół. - W końcu to Uchiha! - dodała bardziej podniesionym głosem. - Itachi, jak możesz być taki spokojny? Tu przecież chodzi o twojego jedynego brata. Po za tym to wszystko przez ciebie. Przez ciebie ta dziewczyna jest tutaj.- rzuciła i usiadła obrażona.
Itachi wiedział, że z babcią nie należy dyskutować. Jednak nie może tak tego zostawić. Ale lepiej jak załatwi to kiedy kobieta ochłonie.
- Nie jestem gówniarą! - krzyknęła, a wszyscy obecni ponownie wstrzymali oddech. Miwa kompletnie olała wybuch dziewczyny i zwróciła się do Deidary:
- Droga Deino, żałuję że wszystkie dziewczęta w młodym wieku nie zachowują się tak jak ty. - uśmiechnęła się szeroko, a chłopaka przeszły ciarki i krzywo odwzajemnił uśmiech.
- Och, ja również – spróbował się uroczo zaśmiać lecz z marnym skutkiem.
Hidan i Sasori zaczęli się śmiać nie mogąc powstrzymać łez, a Itachi zakrztusił się herbatą.
- Z czego oni się śmieją? – mruknęła. - W ogóle jak ty wyglądasz? - tu jej spojrzenie padło na Hidana. - Co to za tandetna koszulka? I te pogańskie znaki? Czy ta muszka jest na gumce? - dodała wzburzona.
- Ja, ja, j-a – zaczął się jąkać – pożyczyłem ją od Itachiego! - wspomniany mężczyzna ponownie wypluł herbatę.
- Gówno prawda! - wykrztusił zbulwersowany.
- Boże! Itachi co to za wulgarne wiązanki padają w moim towarzystwie! - Nozomi automatycznie zachichotała.
- Nie, nie proszę się nie przejmować, tym co mówi ten obszczymurek, to wszystko przez to, że czci tego swojego boga, Jashina! - machnął ręką Deidara i uśmiechnął się w duchu.
Haruno patrzyła na całe zamieszanie i nerwowo tupała nogą. Najpierw ta kobieta na nią naskakuję, a teraz bezczelnie ignoruje. To niej w jej stylu gdyby teraz opuściła pole bitwy jak określała salon i czekała tylko na pretekst do ataku. Jednak kobieta zbyt zajęta była krytykowaniem biednego Hidana, który bał się cokolwiek odpowiedzieć. Zaraz potem zaczęła krytykować Sasoriego, który sam dokładnie chyba nie wiedział o co chodzi. Jednak w jego obronie stanął starszy mężczyzna i zaczął tłumaczyć żonie, że to jest młody artysta i powinna być dla niego wyrozumiała.
- Itachi – zaczęła znowu kobieta. - mam nadzieję, że nie ubierasz się tak jak jeszcze przed rokiem?
Chłopak przełknął ślinę. Pamiętał jak ostatnim razem staruszka obiecywała pozbyć się jego ukochanych koszulek, tłumacząc się tym, ze jej wnuk nie będzie chodził w czymś takim.
- Oczywiście, że nie babciu.
- Lepiej nie kłam. Zaraz udam się do twojego pokoju i sama sprawdzę. Jeśli znajdę tam jakąś koszulkę przedstawiająca zespół szerzący zgorszenie wśród nas katolików, masz moje słowo – spalę ja.
- To chyba mało ważne, kto jak się ubiera - odezwała się Sakura. Nie mogła przecież pozwolić, aby te wspaniałe koszulki, których tak zazdrościła Itachiemu, zostały zniszczone.
- Jeszcze tu jesteś? - burknęła kobieta i zmierzyła ją spojrzeniem, które mrozi krew w żyłach. - Jak w ogóle śmiesz się tak do mnie odzywać?
- To się więcej nie powtórzy. - rzucił Sasuke i wyciągnął Sakurę za drzwi.
Dziewczyna starała się wyrwać jednak nie miała siły. Nawet kopanie po kostkach nie pomagało. Kiedy znaleźli się już na piętrze chłopak puścił Haruno i rzucił, że lepiej nie zaczynać kłótni z jego babcią, po czym wszedł do pomieszczenia znajdującego się obok pokoju różowowłosej. Stała chwilkę sama po czym weszła do siebie. Postanowiła, że na razie zawiesi broń. Na pewno się nie podda! Ale na dziś koniec. Położyła się więc na łóżku, włożyła słuchawki do uszu i kiedy miała puścić muzykę, drzwi otworzyły się i stanął w nich Sasuke ze stertą ubrań na rękach.
- Hę? - tylko tyle zdołała z siebie wyrzucić Sakura na widok czarnowłosego, wkładającego jakieś koszulki do jej szafki. Kiedy jednak miał otworzyć szufladę z bielizną, zerwała się na równe nogi i zasłoniła mebel ręką. - Co ty robisz?! - krzyknęła.
- Nic co cię powinno interesować. Odsuń się. W szafie nie ma już miejsca.
- Jak to nie ma miejsca? - zapytała się, a chłopak otwierał usta. - Nie! Nie odpowiadaj! Wyjdź stąd! To mój pokój!
- A mój rodzinny dom. Tylko to schowam i wyjdę więc się odsuń. - próbował odsunąć dziewczynę jednak ta ani drgnęła.
- Ja to schowam! - krzyknęła i wyrwała ciuchy z rąk chłopaka, podeszła do szafy i zaczęła je wpychać na siłę - Zmieściło się, widzisz? - powiedziała, odwracając się, kiedy jednak zobaczyła chłopka, na jej czole pojawiła się niebezpiecznie pulsująca żyłka.
Sasuke stał i przyglądał się rzeczy znajdującej się w jego rękach. A Był nim nim mianowicie sportowy stanik Sakury. Podniosła się i zaczęła iść w stronę chłopaka, zaciskając pięści. Zabiję go... wyrwę mu serce i zaniosę tej babie na tacy... syczała w myślach.
- Jesteś dechą. - mruknął. - Co to w ogóle jest? Miseczka A?
- Ten jest z zeszłego roku! - podniosła głos i poczuła jak jej policzki czerwienieją.
- To co ty wklęsła byłaś? - zapytała odkładając przedmiot na swoje miejsce. - Potem przyjdę po koszulki. - rzucił i wyszedł.
Zaczęła mruczeć pod nosem różne epitety na młodego Uchihę jednocześnie wyciągając jego rzeczy ze swojej szafki. Chyba nie myślał, że może je tak tutaj zostawić. Chwyciła do ręki parę koszulek i podeszła do okna. Kiedy próbowała je otworzyć jedna z nich upadła jej na ziemie. Spojrzała na nadruk na niej widniejący i uśmiechnęła się chytrze. Oto przed nią leżała czarna koszulka z podobizną Ozzyego Osbourna. Z ciekawości zaczęła przeglądać wszystkie rzeczy przyniesione przez chłopaka. Usiadła po turecku i co chwilę odkładała ubrania, które jej się podobają. Musiała przyznać, że ten idiota miał dobry gust. Ale błędem było to, że przyniósł je właśnie do Sakury. Ona nie miała najmniejszego zamiaru mu ich oddać. W żadnym wypadku.


Wszedł do salonu prawie zderzając się ze zrozpaczonym Itachim. Usunął się na bok i ruszył za bratem, babcią idącą tuż obok niego oraz ciocią ciągnącą za sobą wstawionego Hidana i Akasune. Partnerka Itachiego oraz dziadek najwyraźniej znaleźli inne zajęcie, gdyż nie było ich z nimi. Pani Miwa widocznie postanowiła w trybie natychmiastowym sprawdzić garderobę wnuka. Kiedy znaleźli się w jego pokoju od razu rzuciła się w stronę dużej szafy i zaczęła z niej wyciągać ubrania. W jej oczach były widoczne iskierki podniecenia. Wszyscy obecni patrzyli na to z przerażeniem. Dokładnie przejrzała pierwszą część szafy i zabierała się za szufladę z bielizną.
- Nie! - zaprotestował Itachi zamykając szufladę.
- Ależ o co ci chodzi kochany wnuku? - znowu otworzyła szufladę.
- Nie! - ponownie została zamknięta
- Ależ!
- Nie!
- Ale...
- Nie!
- Otwieraj tę szufladę gówniarzu!
Wszyscy patrzyli na starszą kobietę z niedowierzaniem. Po chwili Itachi z potulną miną otworzył szufladę, a Nozomi, Hidan i Sasori zaczęli się śmiać. Natychmiast zostali uciszeni przez groźny wzrok babci.
- Chłopcze, podejdź do mnie – wskazała na Hidana, a ten zaczął machać rękami we wszystkie strony i kręcić głową w geście zaprzeczenia. - Nalegam. - Dodała, widząc, że chłopak chce coś powiedzieć.
Kohayashi wlekąc się podszedł do kobiety. Ta kazała mu wyciągać każdą rzecz z szuflady Uchihy, gdyż ona jest damą i jej nie przystoi przeglądać bielizny mężczyzny. Wszyscy popatrzyli na nią jak na jakąś idiotkę. To po co ją otwierała? Gdyby nie to, że jak na Miwę było to całkiem znośne zachowanie, można by pomyśleć, że ta herbata jej zaszkodziła. Siwowłosy niechętnie zaczął spełniać polecenie kobiety. Nigdy nie sądził, że będzie zmuszony przeglądać rzeczy kumpla, który w tym momencie mordował go wzrokiem. Przełknął ślinę i wziął parę zielonych bokserek w pingwiny. Spojrzał na nie i cudem powstrzymał się przed wybuchnięciem śmiechem. Była na nich jeszcze metka.
- Itachi, czy to nie prezent na gwiazdkę ode mnie? Czemu w nich nie chodzisz?
- Bo... bo ja je trzymam na specjalną okazje. - rzucił i podrapał się po głowie.
- Co masz na myśli przez ''specjalną okazje''?
- Każda para bokserek na inną dziewczynę, ta jest na Deinę więc jeszcze nie używane. - zaśmiał się Sasori.
- Czy ty masz na myśli coś sprośnego młodzieńcze? - oburzyła się pani Miwa.
- Bo Deina to z każdym od razu, tylko Itachiego tak trzyma. - dorzucił swoje trzy grosze Hidan, który wyciągnął już kolejną rzecz.
- Jesteście o sto lat za młodzi, żeby rozmawiać o takich rzeczach!
- Gdzie tak właściwie jest Deina? - zapytała do tej pory milcząca kobieta.
Pewnie poszła przypudrować nosek. - powiedział Akasuna, opierając się o framugę drzwi.
- Albo zmienić podpaskę. - dodał Hidan.
Babcia zrobiła się cała czerwona ze złości. Kto ich tak wychował? Zero szacunku dla kobiet. Deinie musi być tu niewyobrażalnie ciężko. Już ona da im szkołę. Udając, ze nie słyszy uwag mężczyzn, oglądała rzeczy z szuflady. Jej oczy zabłysnęły niebezpiecznie kiedy w rękach siwowłosego pojawiła się czarna koszulka z pentagramem. Myślał, że ją przede mną ukryje... pomyślała kobieta. Wolno odwróciła się w stronę młodego Uchihy w oczach którego malował się strach. Kiedy zapytała go czyja to własność od razu odpowiedział, że pani Asami i że pewnie jest to tutaj prze pomyłkę. Zaproponował nawet, aby zejść na dół i napić się herbaty jednak kobieta była nieugięta i postanowiła nadal przeszukiwać pokój. Sprawdziła nawet pod łóżkiem jednak nic tam nie znalazła. Kiedy więc już skończyła poszukiwania ''zakazanych'' ubrań, chciała jeszcze obejrzeć pokój Haruno, ale dwójka braci jednocześnie zaprotestowała. Tym, że zrobił to starszy z braci nikogo nie zdziwiło, jednak zachowanie młodszego było przynajmniej dziwne i podejrzane.


W tym czasie Deidara stał oparty o barierkę znajdującą się na tarasie i palił papierosa. Głupi Itachi,głupia babcia,wszyscy głupi. W zeszłym roku sobie obiecał, że już nigdy nie przebierze się za dziewczynę. Więc co on teraz robi? Jeszcze ten gorset co nie pozwalał mu normalnie oddychać. Jak dziewczyny mogą zakładać coś takiego z własnej woli? To samo tyczy się butów! Gorsze może być tylko towarzystwo babci. Ta kobieta jest straszna. Jak ona może być rodziną Itachiego? Nawet Sasuke nie jest aż tak wkurzający. Powoli wypuścił dym z ust i podrapał się po głowie. Jakaś szczególnie nie miła wsuwka upinała go w głowę. Ma teraz parę minut dla siebie gdyż znając tę babę tak szybko nie skończy swojej inspekcji.
- Ładne masz nogi jak na faceta.
- Dzięki. - rzucił bez zastanowienia, całkiem zadowolony Deidara, swoim naturalnym, a nie tak jak dotychczas podwyższonym głosem i zaciągnął się papierosem. Zawsze lubił komplementy, nawet jeżeli nie były szczere. Dopiero po chwili doszło do niego, że ktoś za nim stoi i gwałtownie się odwrócił.
- W zeszłym roku bardziej przypominałeś dziewczynę - zaśmiał się dziadek Uchihów. - Stajesz się coraz bardziej męski, może sobie znajdziesz w końcu dziewczynę.
- Haha, o czym pan mówi? - zaśmiał się chłopak podwyższając swój głos. - Mnie wystarcza Itachi. Bardzo się kochamy i nie możemy bez siebie żyć!
- Bardzo ładnie, może zostaniesz aktorem. - powiedział z podziwem. - Masz coś do palenia? Żona zabrania mi palić, więc tak się pytam...
- Taa... - mruknął chłopak, jednocześnie wyciągając paczkę ze stanika. - dobre kieszenie. - dodał i podał papierosa mężczyźnie.
- Aż mnie zastanawia co masz w drugiej ''kieszeni'', bo na pewno nie piersi. - oboje zaczęli się śmiać. - Ach ta moja żonka, to przez nią musiałeś się przebrać... tłumaczyłem jej, żeby dała już spokój Itachiemu z tą żeniaczką, ale ona mnie w ogóle nie słucha. - jęczał staruszek. - strasznie uparta z niej kobieta.
- Nie zaprzeczam.
Rozmawiali jeszcze przez chwilę o pani Miwie, która podobno kiedyś była bardzo rozrywkowa i piękna. Bardzo piękna. Naprawdę bardzo piękna. Tak utrzymuje jej mąż. Chociaż Deidara musiał przyznać, że jak na swoje lata trzyma się bardzo dobrze, chociaż jej siostra wygląda młodziej, to jest bardzo dobrze. Dowiedział się również, iż starszy pan jest malarzem. Tak więc dopóki nie stwierdzili, że najwyższa pora wrócić prowadzili dyskusje na temat czyja sztuka jest lepsza.

Następnego dnia przy śniadaniu, pożegnalnym jak się wszystkim zdawało, starsza pani obwieściła, iż musi zostać dłużej, gdyż przyda się tu wszystkim porządna szkoła kultury. Najlepiej zacząć od tych dwóch nieudaczników, którzy wczoraj byli tu obecni. Itachi oczywiście w myślach już obmyślił jak zabić Sasoriego i Hidana. To będzie bolesna śmierć. Gdyby nie ich zachowanie babcia właśnie szykowałaby się do wyjazdu, a nie planowała jakiś specjalny plan zajęć na czas nieokreślony. Oczywiście nikt nie przyjął tego z entuzjazmem. W szczególności Sakura, która była już wystarczająco zła z powodu tak wczesnej pobudki. Tylko pani Nozomi była zwolniona z tego przykrego zadania i prawdopodobnie jeszcze smacznie spała, więc brat Sasuke, zaproponował, że pójdzie ją obudzić.



Hidan usłyszał donośne pukanie w drzwi, przez co był zmuszony otworzyć oczy. Jak można spać, gdy ktoś hałasuje? Leniwie podniósł się do pozycji siedzącej i zlustrował pomieszczenie. Dość szybko zlokalizował gdzie znajdują się poszczególne części jego garderoby i rzucił spojrzenie na śpiącą obok niego kobietę. Nozomi może i była od niego dużo starsza, lecz całkiem dobrze się ruszała. Alkohol pewnie też zrobił swoje jeśli chodzi o wczorajszą noc, ale to była jedna z lepszych w życiu siwowłosego. Przeciągnął się i prawie upadł na ziemie na dźwięk głosu przyjaciela. No tak był przecież w domu Uchihy! Przecież on go zabije jak dowie się, że spał z jego ciocią! Szybko więc wyskoczył spod kołdry i założył bokserki, które na szczęście znajdowały się dość blisko. Właśnie miał iść po spodnie, kiedy mężczyzna za drzwiami oznajmił, że wchodzi. Nie miał więc nawet czasu, aby skompletować ubranie – musiał uciekać. Jedyną droga ucieczki zostało mu okno. Z dwojga złego lepiej połamać sobie żebra niż mieć konfrontacje z Itachim. Raz się żyje, od skoku z piętr się nie umiera. Ostatni raz w myślach poprosił Jashina o opiekę i wyskoczył, lądując prosto w jeden ze starannie wypielęgnowanych krzewów, Zetsu. Kiedy już się otrząsnął i stwierdził, iż oprócz kilku siniaków chyba nic mu nie jest zaczął biec do swojego pokoju, znajdującego w małym domku obok restauracji.


Itachi wszedł do pokoju cioci, potykając się od razu o spodnie , leżące zaraz za progiem. Niechętnie wziął je do rąk i od razu stwierdził do kogo należą. Był w nich nawet portfel, a w środku niego dowód osobisty. Zacisnął pięść na materiale i ustalił w myślach, że Hidana zabije nie raz, a dwa razy. Dodatkowo na fotelu leżała pomięta koszulka chłopaka. Tylko muszka była położona na szafce nocnej, a nie rzucona byle gdzie. Choć zapewne leży tam tylko przez przypadek. Delikatnie szturchnął ramieniem cioci jednak ona nie zareagowała. Zaczął więc nią potrząsać dopóki nie otworzyła oczu.
- O Itachi... - mruknęła zaspanym głosem.
- Dzień dobry, ciociu. Wyspałaś się? - zapytał jednocześnie, oddalając się w stronę okna, aby je zamknąć.
- W życiu. - odparła od razu, starając się jednocześnie usiąść. - gdybyś wiedział co ja dzisiaj w nocy robiłam... - dodała jakby rozmarzonym tonem i uśmiechnęła się perwersyjnie.
- Domyślam się - burknął. - i od razu uprzedzam: nie chce wiedzieć co się dokładnie działo, więc nawet nie próbuj opowiadać.
- Ale z ciebie nudziarz... Upodabniasz się do tej starej zołzy.
- Nieważne... Zejdź na śniadanie, bo już wszyscy jedli, oprócz ciebie. - powiedział i wyszedł.
Pani Miwa zarządziła zebranie rodzinne, ale obecni mieli być również wszyscy pracownicy, zadziwiające było również to, iż kazała wszystkim ubrać się w dresy. Kiedy już każdy znalazł się w salonie, kobieta rozpoczęła dość długą wypowiedź, dotyczącą braku odpowiedniego wychowania u większości z nich. Uwzględniła również, że ona urządzi im odpowiedni trening, ale zanim zajmie się ich wychowywaniem, potrenuje trochę ich ciała, a jednocześnie sprawdzi w jakiej są kondycji. W przyszłości zajmie się ich duszą oraz wychowaniem. Następnie jeszcze raz zajmie się ich wychowaniem, a później jeszcze może wychowaniem i ciałem jednocześnie. Ewentualnie tylko wychowaniem, tak przynajmniej wszyscy zrozumieli Zarządziła, że będą biegać. W tym celu wszyscy wyszli na dwór, a dokładnie na mało uczęszczaną drogę prowadzącą na wieś.
- Itachi, myślisz, że babcia też będzie biegać? - zaczął Sasuke podchodząc do brata. - Bo po co by założyła dres?
- Hmm... to do niej raczej nie podobne... Prędzej spodziewałbym się, że nie chce się po prostu wyróżniać. Chyba trzeba się jej zapytać. - odwrócił się w stronę kobiety o której rozmawiali i uśmiechnął się sympatycznie. - Babciu, ty też będziesz z nami biegała?
- Skąd ten pomysł? Ależ oczywiście, że nie. Ja nie potrzebuje takiego wysiłku. Będę za wami jechała samochodem i obserwowała jak sobie radzicie, moje słoneczka.
- Kurczę, to przywołuje wspomnienia, no nie? - zwrócił się do Sasuke.
- Ta... minęło już sporo czasu odkąd babcia jeździła za nami samochodem. - mruknął, jednocześnie spoglądając na Sakurę. Ciekawe ile wytrzyma...

Po krótkiej rozgrzewce wszyscy byli gotowi do biegu. Przez pierwsze dziesięć minut truchtu nikt nie miał problemów. No może z wyjątkiem Deidary, który miał na sobie gorset, ponieważ Konan kazała mu go założyć. Oczywiście wszyscy się z niego śmiali, a chłopak, był zmuszony pozbyć się tego utrapienia w najbliższych zaroślach. Oczywiście musiał zrobić to tak, aby go kobieta w aucie nie dostrzegła, a było to nie lada wyzwanie. Musiała mu jednak pomóc w tym Sakura, która jedyna się nad nim zlitowała. Yahiko chciał nawet zawrócić, jednak nie znalazł sposobu, aby przechytrzyć panią Miwę, która prawie zabiła go wzrokiem, kiedy pochwyciła jego zamiary, Po następnych dziesięciu minutach zaczęli odczuwać zmęczenie. Akatsuki zaczęło biec trochę wolniej, prosząc jednocześnie o odrobinę wody. Tylko bracia Uchiha nie zwalniali tempa. Co ta kobieta im robiła jak byli młodsi? Kiedy już minęło czterdzieści minut biegu nikt nie miał już siły. Nawet ci najdzielniejsi zwolnili. Zarządali natychmiastowego odpoczynku. Przecież oni będą musieli jeszcze wrócić! Postanowili więc odpocząć przy jeziorze, które właśnie mijali. Kisame nie mogąc już dłużej wytrzymać, wskoczył do wody w samych bokserkach. To samo zrobił też Obito, krzycząc, że kocha pływać. Konan położyła głowę na Yahiko, która najwyraźniej zdążył zasnąć po pięciu minutach. Nagato oraz Sasori usiedli pod jednym z drzew i rozpoczęli dyskusje na bliżej nieokreślony temat. Hidan starał się unikać Itachiego, który razem z Sasuke siedzieli na trawie i milczeli. Starszy co jakiś czas spoglądał z uśmiechem na brata który odpowiadał mu znudzonym wzrokiem i posępną miną.  Najlepiej miał Deidara, który spał w samochodzie z klimatyzacją gdyż babcia Uchihów nie mogła pozwolić, aby taka delikatna osóbka jaką jest Deina dostała jakiegoś poparzenia słonecznego! No może Zetsu tez miał dobrze, ponieważ miał dzisiaj wolne i jego ta ''świetna'' zabawa, ominęła. Sakura natomiast leżała z zamkniętymi oczami i gryzła źdźbło trawy zębami. Prawdopodobnie by zasnęła gdyby nie fakt, że ktoś krzyczy jej imię. Podniosła się i zobaczyła biegnącą w jej stronę dziewczynę z psem na smyczy.
- Kin! - krzyknęła Haruno, a dziewczyna uśmiechnęła się i przyśpieszyła kroku.
- Sakura! Jak ja cie dawno widziałam. Co u ciebie słychać?! Ten facet u którego mieszkasz to jakiś zbok?! - krzyczała rozentuzjazmowana, a na jej słowa wszyscy zwrócili się w jej stronę. Łącznie z Itachim, który zastanawiał się ilu jej znajomych uważa go za jakiegoś zboczeńca.
- Nie! Coś ty! To świetny facet! - zaprzeczyła prawie krzycząc - No i na pewno nie jest żadnym zboczeńcem. - zaręczyła trochę ciszej, jednocześnie krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. - A co ty tutaj robisz?
- Jestem z rodzicami u cioci na parę dni. Oczywiści Yoki jest z nami! - pogłaskała czule psa, która radośnie zaszczekał - pogadałabym z tobą dłużej, ale czeka tam na mnie mój tata. - pokazała na mężczyznę również trzymającego w ręce smycz, a na niej końcu znajdował się duży owczarek. - - - Mam nadzieję, ze pamiętasz o imprezie, za tydzień? Wiesz tej z okazji kończonych się wakacji...
- Pewnie, że pamiętam! Pozdrów tatę przy okazji. - dodała uśmiechając się.
Znała ojca Kin był on bardzo miłym człowiek, który piekł wyśmienite ciasta najczęściej można go jednak było spotkać spacerującego po parku razem z psami.
- To do zobaczenia!
- Do zobaczenia!
Odwróciła się, a w jej kierunku szedł uśmiechnięty Hidan. Nerwowo spojrzał w stronę Itachiego i minął go szerokim łukiem jeszcze bardziej szczerząc ryja. 
- Cna niewiasto, która swą urodą i wdziękiem dorównuje Afrodycie. - wszyscy się na niego popatrzyli jak na idiotę, kto normalny się tak drze i jeszcze próbuje nieudolnie używać staroświeckiego języka. To ma być jakiś jego tekst na podryw czy jak? - Czymże ten człek, niesłusznie posądzony o czyny niegodne jego osoby zawinił, iż uznaje się go za tak nieczystą osobę jaką jest człowiek perwersyjny. - każdy w tym momencie spojrzał na Hidana i pomyślał to samo: On chyba nie mówi o sobie? No chociaż jest duża szansa, że podczas tego biegu dostał jakiegoś udaru czy innego błogosławieństwa. Sakura automatycznie położyła dłoń na czole mężczyzny.
- Jeżeli próbujesz symulować jakieś przemęczenie z powodu tego marnego treningu to ci się to nie uda.
- W mym zachowaniu chciałem zaznaczyć prawość panicza Uchiha, który jest niezwykle miłosierny, wyrozumiały, inteligentny, zabawny, uprzejmy, miłosierny, skromny i... - zawahał się i wyraźnie nad czymś skupił.
- Mógłbyś w końcu zaprzeczyć – powiedział Sasuke do brata na co ten stwierdził że nie zamierza przeczyć temu co prawdziwe.
- I jaki z niego przystojniaczek! - zaczął ruszać brwiami.
W ich kierunku zaczęła zmierzać kobieta dotychczas siedząca w samochodzie (nie Deidara). Jej twarz była ku zaskoczeniu wszystkich niesamowicie uśmiechnięta. Bracia Uchiha wzdrygnęli się na ten widok. Stanęła naprzeciw Haruno i patrzyła na nią wzrokiem typowym tylko dla Miwy. Dziewczyna zupełnie się tym nie peszyła i z niechęciom spoglądała na kobietę.
- Moi drodzy, rodacy, panie i panowie – zaczęła starsza pani, złączając palce u dłoni, cały czas wpatrując się w Sakure. – jak zdążyłam zauważyć za mało wysiłku włożyliśmy w ten skromny, dla niektórych marny, poranny spacerek – dodała równie promiennie. – Dlatego, śmiało możemy podziękować tej uroczej dziewuszce.
Ta sytuacja, a dokładniej, ta kobieta irytowały Haruno do tego stopnia, że od rzucenia się na babcię Uchihów powstrzymywał ją tylko perfidny uśmieszek młodszego z nich skierowany właśnie w jej stronę.
- Jacy ,,my”? W dupie ci się pop – dziewczyna poczuła mocny uścisk na karku. Lekko cofnęła się do tyłu i kątem oka spojrzała na twarz Deidary, który szczerzył się jakby przed chwilą dostał nową parę szpilek.
- Ohohoho! Ależ ta nasza psotniczka jest wyszczekana – skwitował blondyn, puszczając dziewczynę. - naprawdę nie rozumiem, dlaczego to pokolenie takie jest – dodał wzruszając ramionami.
- Ach Deina, tylko ty mnie rozumiesz. – westchnęła starsza kobieta.
- To znaczy, że nie muszę dalej biegać? – chłopak chyba za bardzo się podekscytował, bo całkiem zapomniał o zmianie głosu, ale babcia widocznie puściła to mimo uszu i stwierdziła, że tak delikatna dama nie może się przemęczać. Na to Hidan i Sasori kolejny raz zaczęli się śmiać. Główne było to spowodowane bardzo poważną miną pani Miwy oraz żałośnie wyglądającej klatce piersiowej Deiny. Aż dziwne, że w trakcie biegu zawartość stanika nie wydostała mu się na zewnątrz.
- Ależ kochana, sport to zdrowie. Poza tym nie mogę cię traktować specjalnie.
- Ale... - zawahał się. - ale ja jestem w ciąży! - wykrzyczał, a wszyscy spojrzeli na niego. Itachi i jego brat otworzyli usta ze zdziwienia.
- Itachi - spojrzała z wyrzutem na wnuka. - Co to ma znaczyć?!
- To nie moje!
- Teraz się nie przyznajesz? - rzuciła zrozpaczona Deina.
- Przecież mówiliśmy pani: Deina to z każdym tylko nie z Itachim. - odezwał się Sasori, ledwo powstrzymując śmiech.
- Właśnie! Itachi to święty człowiek. – powiedział, biegnący Hidan, ale właśnie wtedy podniósł się z ziemi czarnowłosy i Kohayashin chcąc go uniknąć zatoczył duży, bardzo duży łuk i przez wrodzoną zdolność bycia idiotą wpadł prosto do stawu. Nikt się jednak specjalnie nim nie przejął.
- Deino, wytłumacz się. Ja wiem, że mój wnuk nie zrobiłby czegoś nieczystego z kobietą bez ślubu. Mów czyje to dziecko. 
Ktoś rzucił uwagę, że Itachi nie jest prawiczkiem już od paru lat, jednak babcia wpatrywała się teraz tylko w blondyna. 
- No bo… - zaczęła nerwowo drapać się w czubek głowy – No ten… Czy ja powiedziałam „ciąży’’? Oj, przejęzyczyłam się… chciałam powiedzieć… - zastanowił się chwilę, przełykając ślinę. – że jestem w CIĘŻKIM stanie po tym biegu… Zwyczajne przejęzyczenie. – zaśmiał się nerwowo.
- Skoro tak, to nic się nie stało. Wiedziałam, że dobra z ciebie kobieta.
Babcia wolnym krokiem wróciła do samochodu i nakazała powrót do domu. Deidara już nie próbował wymigać się od treningu. Teraz starał się unikać wzroku Uchihy, który próbował go zabić oraz reszty, którzy się najzwyczajniej z niego śmiali. Yahiko chodził za nim i cienkim głosem wołał obok Deidary „Jestem w ciąży’’, a Sasori dopowiadał „zamknij się obszczymurku” Kiedy przeszli już kawałek, zorientował się, że brakuje dwóch osób. Itachi zaoferował się, że cofnie się i zobaczy gdzie się podziewają.


Sakura biegła na samym końcu. No prawie na samym końcu. Za nią znajdował się tylko młodszy Uchiha ze słuchawkami w uszach. Odwróciła się przez ramię i rzuciła mu krótkie spojrzenie, którego nawet nie zauważył. Prychnęła pod nosem i włożyła do uszu słuchawki. Ten Sasuke zachowywał się jak jakiś emo. Czarny strój, nic nie mówi i w ogóle wygląda jakby miał myśli samobójcze... Ciekawe czy się tnie? Jeśli nie to pewnie gdyby go zamknąć w okrągłym pomieszczeniu gdzie nie ma kątów do emoszenia, to by zaczął.

Wyjęła z kieszeni odtwarzacz Mp3 i zaczęła szukać jakiejś piosenki w sam raz do biegu. W pewnym momencie coś mocno szarpnęła ją za ramiona i pchnęło w lewą stronę. Lecąc w bok potknęła się o jakąś nierówność i upadła na ziemie. Podniosła wzrok do góry i jakby powtórka z wcześniejszych wydarzeń. Przed nią znowu były czarne tęczówki nie wyrażające nic. Czyli to przez niego teraz leży? Miała ochotę go zabić.
- Długo masz zamiar leżeć? - zapytał chłodno.
- Nie! A może tak! Nie zabronisz mi! - odparła, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
W odpowiedzi na to tylko prychnął pod nosem i zaczął się powoli oddalać. Sakura w tej chwili chciała wstać, ale nagły ból w nodze, uniemożliwił jej to. Syknęła z bólu, czym zwróciła na siebie uwagę Uchihy.
- Co ci jest? - mruknął od niechcenia.
- Boli... - znowu syknęła, gdy dotknęła kostki.
 - Możesz wstać? - pokręciła głową w geście zaprzeczenia. - Niech będzie.
Sasuke podszedł do niej i kucnął odwrócony tyłem. Popatrzyła na niego zdziwiona i zamrugała kilkakrotnie.
- Wskakuj, zanim się rozmyśle.
- Nie chcę twojej łaski. - oświadczyła. - poczekam na Itachiego.
- Z tego co wiem, zawrócił po Hidana i Kisame, więc minie trochę czasu zanim się tu pojawi znowu.
- Poczekam. Wolę już to niż twoje towarzystwo. W ogóle za kogo ty się uważasz? Myślisz, ze jesteś rycerzem w śniącej zbroi, ratującym damy z opresji?
- Nie nazwałbym cie damą.
- Nie przerywaj mi! To twoja wina, że tu teraz leżę, cierpiąc męki.
- Czyli nie mam wyjścia. - oświadczył.
- Co?
Ale chłopak już nie odpowiedział. Włożył przedtem wyjęte słuchawki z powrotem na swoje miejsce i wziął Sakurę na ręce. Oczywiście protestowała, ale on nic sobie z tego nie robił. No może, kiedy wyrwała mu jedną ze słuchawek z ucha, rozważał czy jej gdzieś tu nie zostawić, ale po minucie patrzenia na nią wzrokiem wyrażającym chęć mordu, niczym potulne zwierzątko, włożyła mu słuchawkę z powrotem do ucha. Dziewczyna nie mogła wytrzymać już tej ciszy. Na każdą próbę rozpoczęcia rozmowy, Sasuke odpowiadał tym samym wzrokiem w stylu: nie irytuj mnie. 
- Cholera jasna! Zamierzasz coś powiedzieć? - podniosła głos, zbulwersowana Sakura.
- Zaniosę Cię do samochodu babci. 
Cofnęli się trochę do tyłu i zrównali się z samochodem, który strasznie wolno jechał. Dokładnie wlókł się za biegnącymi. Zatrzymali pojazd i opuścili w dół szybę. Pani Miwa zmierzyła ich wzrokiem i uśmiechnęła się słodko.
- Och, kochana Sakura, co ci się biedactwo stało? - zadała pytanie z udawaną troską.
- Wywróciła się i nie może dalej biec. może zawieziecie ją do domu? - powiedział Sasuke zanim dziewczyna zdołała cokolwiek powiedzieć.
- Przykro mi, ale nie ma miejsca. Z tyłu jest Deina. - na jej słowa wszyscy spojrzeli na tylne siedzenie.
Deidara leżał tam z telefonem w ręce i grał w jakąś banalną grę, ale zdawał się mieć z nią nie mały kłopot. Kiedy zorientował się, że jest obserwowany, rzucił komórkę obok siebie i jęcząc złapał się z głowę.
- To jest ból! - skomentowała babcia. - Sakurze pewnie nic nie jest i udaje. No może ma stłuczone co najwyżej kolano i wyolbrzymia. Więc nie daj się Sasuke wykorzystywać. My już jedziemy do domu bo Deina cierpi, a wy biegajcie dalej, słoneczka. 
Uśmiechnęła się jeszcze słodziej niż poprzednio i odjechali zostawiając dwójkę samą. po drodze jeszcze zatrzymała się koło biegnącego Akatsuki i coś im powiedziała. Potem samochód zniknął za zakrętem i już ich nie było.


Leżeli w cieniu drzew, każdy zajęty swoimi myślami. Skoro Miwa odjechała, oczywiście uprzednio karząc im dalej biegać, nikt nie miał zamiaru słuchać kobiety.Skoro jej tu nie mam to co im zrobi? Sasori ze słuchawkami w uszach, leżąc na brzuchu, machał nogami w rytm muzyki. Yahiko przysypiał z Konan opierającą się o jego klatkę piersiową. Tylko Tobiego rozpierała energia. Zmusił więc Uzumakiego, aby grał z nim w łapki. Nagato niechętnie, ale się zgodził. Unikał uderzeń Uchihy na odwal się, ale jaki był zdziwiony kiedy zaczął to brać na poważnie i nie udało mu się wygrać.
- Teraz poznasz co to ból! – krzyknął i wymierzył palcem w stronę przeciwnika. – Zaznasz prawdziwego bólu!
- Tobi nie chce! Tobi jest dobrym chłopcem! Tobi is a good boy!
- Ej, Nagato, weź się nie wkurzaj, że przegrałeś. – mruknęła Konan, jednocześnie dając Yahiko trochę swobody – teraz się drzesz, a potem będzie ci przykro… nie zapominaj jak delikatny jesteś. – cudem powstrzymała parsknięcie – mięczak jesteś. – dodała pod nosem.
- Nie jestem mięczakiem! – podniósł się z miejsca i wydął policzki jak małe dziecko.
- Skoro nie jesteś mięczakiem to dlaczego ty jej nie niesiesz? - zapytał oschle Sasuke.
Dopiero teraz ktokolwiek zwrócił uwagę na dwójkę przybyszy. Uchiha wyglądał na zmęczonego, ale bardziej zdenerwowanego. Sakura zasnęła na jego rekach z kurczowo zaciśniętą na karku chłopaka.
- No, Sasuke, widzę, że się nie obijałeś… Taki zmęczony jesteś… Śmiem twierdzić, że dogłębnie integrowałeś się z nasza Sakurcią. – Konan, rzuciła w jego stronę trochę dwuznaczny uśmiech.
- Kiepski musiałeś być skoro usnęła z nudów… - skwitował Sasori, bawiąc się jedną ze słuchawek w dłoni.
- Eee… To pewnie ze zmęczenia. Nie młody? – stanął w obronie Uchihy Yahiko i puścił mu oczko.
- W końcu pierwsze płoty za koty - Tobi zaczął radośnie podskakiwać.
- Ej, to chyba koty za płoty, nie? – zastanowił się Nagato, jednocześnie czochrając już i tak nie ułożoną fryzurę na swojej głowie.
- Możecie to skończyć i zdjąć ja ze mnie? Nie chce się odczepić…
- To może ją obudź?
Sasuke burknął coś pod nosem, iż lepiej już jak śpi. Przynajmniej nie musi słuchać jej paplaniny. W ogóle jak ona zdołała zasnąć tak szybko? Wytłumaczył też co się stało, że musiał ją nieść.
- Kurczę, przeceniliśmy cię, młody. - powiedział Akasuna – Nie wrodziłeś się w brata, skoro nic nie zaszło. Ej, a pamiętacie Kaori z 2-F? - rozejrzał się uważnie po twarzach przyjaciół.
Wszyscy pokiwali głowami, a Yahiko rzucił, że była niezła, co oczywiście nie spotkały się z aprobatą jego dziewczyny.
- A pamiętacie tą imprezę u Hidana, co nie dała Itachiemu zmrużyć oka przez całą noc? Zresztą przez jej piski nikt nie mógł zmrużyć oka. - zaśmiał się.
- Ona go chyba niedługo potem rzuciła. - zastanowiła się Konan, przykładając palec do policzka.
- To się zgadza. Rzuciła go po jakiejś mocno zakrapianej imprezie. Wszyscy rzygaliśmy po przebudzeniu, a Itachi spał obok niej i zwymiotował jej na brzuch.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Może oprócz Uchihy, który za moment rzuci Haruno na ziemie.
- Już? Powspominaliście sobie? Skoro tak, to weźcie jej rękę z mojej szyi.
Niechętnie mu pomogli. Ku uciesze Sasuke, pierwsze co zrobili to obudzili śpiącą, a ta od razu zaczęła monolog. Po jakimś czasie stwierdzili, że są głodni. Jednak nikt nie miał kasy.
- Szkoda, że nie ma z nami Kakuzo... On by na pewno coś miał. - zaczął Sasori.
- I tak by ci nie pożyczył. - skwitował Nagato.
Niedługo potem zjawił się Itachi z dwójką zaginionych. Na całe ich szczęście Uchiha miał pieniądze. Postanowili, że zamówią taksówkę. Raczej kilka taksówek. Musieli też wysiąść jedną przecznicę od domu. Tak na wszelki wypadek gdyby babcia monitorował teren.


Po powrocie od razu rzucili się w stronę kuchni. Czekał tam na nich gorący obiad. Nawet Hidan dostał porcje. Pani Asami stwierdziła, że ciągle go nie lubi, ale ten jeden raz będzie dla niego miłosierna. Poinformowała również, że babcia obecnie poszła się zdrzemnąć, wiec mogli wysiąść pod domem.
- Jakie wysiąść? Biegliśmy całą powrotną drogę! - Yahiko udawał oburzonego.
- Kochany, Itachi i Sasuke już kilka razy musieli tak biegać, więc z doświadczenia wiem, że ich powrót polega na wezwaniu taksówki i podjechanie pod sklep mięsny kawałek od domu. Tam się nigdy nie pojawia ta kobieta.
Po skończonym posiłku, zaczęli gorąco dziękować gosposi, kłaniając się na przemian. Tylko Hidan miał takiego pecha, że podczas pokłonu, uderzył się w blat. Reszta nie odniosła żadnej kontuzji. Właśnie kiedy mieli wyjść na szczycie schodów pojawiła się pani Miwa, a za nią jej mąż ciągnący walizki.
- Przykro mi, ale niestety muszę wracać. - oznajmiła wyniośle, podchodząc do starszego wnuka - mam pewne sprawy do załatwienia. Wasz trening – posłała spojrzenia każdemu obecnemu. - dokończę przy następnej okazji. Tymczasem do widzenia.
Ucałowała wnuków w policzki, jeszcze raz popatrzyła się na młodszego, ponownie ucałowała go w policzek. Itachiemu przykazała, aby go ochraniał jak tylko umie. W końcu wyszła. Dziadek jeszcze szybko się z nimi pożegnał i pognał za kobietą. Wszyscy stali zdziwieni. Czyli męka się skończyła.
- Impreza! - krzyknął Hidan.
- Jestem za, tylko kupcie jakiś dobry a alkohol, a nie tanie wino. - dobiegł ich głos od strony schodów - no co się tak patrzycie? Ja też mam się chyba prawo cieszyć z tego, że moja siostra wyjechała, nie? - zaśmiała się i weszła z powrotem na górę.
- Ty, Itachi, ale ta twoja ciocia, nie jest jak babcia, prawda? - zaniepokoiła się Konan.
- Nie, coś ty. Zupełne przeciwieństwo.
- Dzięki Bogu. - westchnęła, kładąc rękę, na klatce piersiowej. - No to my będziemy spadać. Cześć. - pociągnęła za sobą Yahiko i Nagato, którzy rzucili szybkie ''cześć'' i już ich nie było.
To samo stało się zresztą i w salonie zostały już tylko cztery osoby. Pani Asami robiła Sakurze okład na nogę, żeby zmniejszyć opuchliznę.
- No, to skoro już nie pałacie do siebie nienawiścią, to mam nadzieję, że się zaprzyjaźnicie. - zaświergotał radośnie Itachi, uśmiechając się do Sakury i czochrając włosy brata.
- Prędzej umrę. - odparli jednocześnie, powodując tym śmiech reszty.
- Jasne, jasne. - skwitował starszy Uchiha i wygwizdując pod nosem, biegł na górę, aby wziąć prysznic. Postanowił, że jeszcze dziś zrobi sobie wolne, a od jutra restauracja będzie już otwarta.


Minato obudzony zapachem świeżej kawy, zszedł do kuchni. Oparł się o framugę drzwi i przyglądał się żonie, robiącej śniadanie. Kobieta ze zbyt dużą siła zaczęła potrząsać patelnią. Właśnie dlatego to on przeważnie gotował. Kushina starała się robić wszystko za szybko i za mocno. Podszedł po cichu, gdyż najwyraźniej nie zauważyła, że przyszedł i delikatnie złapał rączkę patelni. Czerwonowłosa lekko podskoczyła zdziwiona. Była pewna, że jeszcze śpi i , że przygotuje mu śniadanie do łóżka, a on w zamian opowie co się stało w galerii. Naruto wrócił cały czerwony i nie chciał nic powiedzieć. Oczywiście jego ojciec również.


- Jeśli będziesz tak robić to rozrzucisz tę jajecznice po całej kuchni. - mruknął - Usiądź, a ja dokończę. - pocałował ją w policzek i odsunął się trochę w bok, żeby kobieta mogła przejść.

Bąknęła jeszcze tylko coś pod nosem, że sama umie przygotować śniadanie i usiadła przy stole, wcześniej nalewając do kubków gorącej kawy z dzbanka. Wzięła kubek do rąk i zaczęła dmuchać, aby go ochłodzić. Jak w jej zwyczaju było, zbyt mocno dmuchnęła co spowodowało, że płyn rozlał się na obrus, aby go ukryć plamę, natychmiast  zakryła brudne miejsce dzbankiem. W międzyczasie pojawił się przed nią talerz z parującą jajecznica i grzanki. Minato usadowił się po przeciwnej stronie stołu i od razu zaczął konsumować swoją porcje.
- Kochanie? - zaczęła, a ten rzucił jej spojrzenie znad kubka. - Co się wczoraj wydarzyło w galerii? Tylko spróbuj powiedzieć, że nic, a gorzko tego pożałujesz.
- Nie mogę powiedzieć, bo obiecałem to naszemu synowi.
- Zniszczył coś?! - krzyknęła, podnosząc się miejsca. - Już ja sobie z nim porozmawiam!
- To nie to! - zaprotestował od razu. Bóg jeden wie co Kushina zrobiłaby Naruto.
- To co w takim razie? Bierze narkotyki? Jest alkoholikiem? A może pali? Już ja sobie z nim porozmawiam!
- Kochanie, to nie to. Usiądź.
- Dam mu szlaban. - oznajmiła, siadając i biorąc widelec do ręki. Może trzeba było ukryć ostre przedmioty jak kobieta mówiła?
- Bo widzisz Naruto wczoraj... - zaczął i podrapał się w głowę. - Obiecałem, że nikomu nie powiem...
- Słuchaj no, Namikaze! Od chwili ślubu jesteśmy jednością, więc obietnicy dotrzymasz! Jasne? - zmroziła go wzrokiem.
- J-jasne.
Mężczyzna opowiedział o wczorajszych wydarzeniach i błagał żonę, aby nie powiedziała Naruto, że o wszystkim wie, bo więcej się do niego nie odezwie. Kobieta zdawała się go jednak nie słuchać, a w jej oczach pojawiły się iskierki.
- Dzwoń do Hyuugów. - oznajmiła, podnosząc się z miejsca.
- Po co?! - krzyknął przerażony. Przecież Hiashi ich zabije, a ona na pewno nie chciał umierać.
- Jak to po co? Musimy to powtórzyć! To nie fair, że ty to widziałeś, a ja nie! Yoko pewnie też by chciała to zobaczyć!
Namikaze tylko zmierzwił włosy, podszedł do kobiety i wyjął jej z ręki telefon, który chwyciła. Podniósł go do góry, a kobieta zaczęła skakać, a by mu go wyrwać. W końcu przy jednym ze skoków zmusiła go, aby oparł się o ścianę i uniemożliwiała drogę ucieczki swoim własnym ciałem. Spojrzała na niego wzrokiem mówiącym '' proszę o słuchawkę'' i uśmiechnęła się. Minato odwzajemnił jej uśmiech i szybko pocałował żonę. Była tak zdezorientowana, że została bez problemu ominięta. Teraz wpatrywała się w ścianę. Nie dość, że nie odzyskała telefonu to teraz Minato go gdzieś schowa. Cholera. Chyba będzie musiała sobie z nim porozmawiać na temat metod jakich stosuje, aby uciec.

Właśnie wtedy w pomieszczeniu pojawił się Naruto z podkrążonymi oczami. Mój mały mężczyzna nie mógł spać, bo tak się tym przejmował... Jaki on uroczy...

Kushina podeszła do syna i zaczęła go do siebie tulić. Chłopak prosił matkę, aby go puściła, bo on nie wie o co chodzi, ale jego prośby nie zostały wysłuchane. Po paru minutach został wreszcie puszczony, a kobieta ze łzami w oczach rzuciła tylko ''mój mały synek staje się mężczyzną'', po czym wybiegła. Blondyn podrapał się po głowie. No i o co chodziło tej kobiecie? Zamyślił się chwile, a kiedy do żadnego wniosku nie doszedł, wrócił do przygotowywania śniadania. Miał na głowie teraz poważny problem. Musi iść i przeprosić Hinate. Ale tak porządnie i teraz na pewno nie ucieknie. No bo jeśli Hinata przestanie się do niego odzywać? Taka perspektywa niezbyt mu się uśmiechała. Tak więc plan na dziś: przeprosić Hinate i nie uciec. Nawet jeśli przy okazji spotka Nejiego, albo co gorsza jej ojca... W końcu jest facetem, a faceci nie uciekają!






Od autorki:
Witajcie po tak długiej nieobecności! :3
Wybaczcie, że tak długo nie było notki, ale szkoła i inne sprawy trochę uniemożliwiały mi pisanie.
Mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba i pojawią się pod wpisem komentarze. Bardzo bym was o to prosiła! Dzięki temu wiem ile osób to czyta i co o tym sądzicie :) wytknijcie mi przy okazji błędy, bo na pewno się pojawiły :P
Postaram się, aby rozdział ukazał się szybciej, ale niczego nie obiecuje. 
Tak więc zapraszam do komentowania :D Naprawdę mi na tym zależy :3
~ Onee-san

Statystyka

Translate